live fast die young


Link 19.03.2010 :: 22:21 Komentuj (3)
Szablon chwilowy...


Kocham moje życie (pojmowane jako zespół rzeczy istniejących w danej czasoprzestrzeni).

Kocham moich przyjaciół, akceptuję rodziców, toleruję moje miasto, wielbię pewne miejsca w nim. Mój świat jest dokładnie taki, jaki sobie wymarzyłam będąc jeszcze dzieckiem. Nawet nie, jakieś 4 lata temu.

Nienawidzę za to życia, jako procesu. Jak większość moich znajomych.



Zamiast copiętkowej kawy z dziewczynami, byłyśmy dzisiaj u Chłopców z Piwnicy na próbie.

To było idealne. Cudownie.

Niestety, skumulowało się kilka problemów mojej przyjaciółki i uznała, że po powrocie do domu zażyje uśmiechające się do niej tabletki nasenne w ilości znacznej.

Płakała, a my odwodziliśmy ją od tego pomysłu.

Zamiast: pomyśl o swoich rodzicach!, nie rób tego! w życiu spotka Cię jeszcze tyle wspaniałych rzeczy!, Bóg dał ci życie i tylko on może Ci je odebrać!, używaliśmy raczej: Posłuchaj, wszyscy tutaj kochamy Cię! Nie zostawiaj nas, bo sobie nie poradzimy! Nie zostawiaj nas tu! Nie zabieraj nam siebie!

Kiedy troszkę się uspokoiła, my, jako przyjaciółki uznałyśmy swoją rolę za zakończoną, (a jej chłopak czule przekonywał ją, że ma po co żyć) poszliśmy na fajkę.

Za klubem garnizonowym, kilka osób opartych o ścianę, rozmawialiśmy właśnie o śmierci. Że nikt nie chce być stary, że ciekawe, czy dożyjemy 30.

Pierwszy raz spaliłam całego papierosa, a nikotyna i substancje smoliste cudownie wciskały mnie w ziemię. Oparłam się o ścianę, z której tynk sypie się na głowę, przeszczęśliwa.

Kolejna idealna chwila.

-Popełnijmy zbiorowe samobójstwo w wieku 27 lat!- rzuciłam na forum.

Zostać groupie i umrzeć w wieku 27 lat to moje dwa największe marzenia.



Odpowiedź na mój pomysł brzmiała:

-O ile dożyjemy…

7.(60)


Link 27.02.2010 :: 19:07 Komentuj (5)

Piosenka, przy której ścieliłam wczoraj łóżko.

Tydzień temu, ojciec jednej z moich przyjaciółek wyprodukował porywający wykład.
Jest dyrektorem naszej szkoły, dostał jakieś statystyki i nie chciał puścić jej do koleżanek na noc. Bo na takich imprezach jest alkohol, narkotyki i chłopcy.
Przypomniało mi się to dzisiaj rano.

Siedziałyśmy z Zetką pod kołdrą, czekając, aż nasze źrenice wrócą do normalnych rozmiarów.
Jej chłopak wyszedł oknem jakieś pół godziny wcześniej.

Narzekamy, że rodzice na nic nam nie pozwalają. Mogę tylko pomarzyć o wynajęciu jakiegoś domku z dziewczynami nad jednym z jezior.
Mama powie, że nie, bo sprowadzimy sobie jakichś chłopców. A tata, że jesteśmy za młode na alkohol.

Denerwujące, ale nie ulega wątpliwości, że oni mówią prawdę.

To chyba rola rodziców stawiać zakazy. A nasza przechytrzanie, jak je wyminąć.

Dodatkowe lekcje gitary w piątkowe popołudnia?

Im większy rygor w domu tym bardziej kreatywnym być trzeba.
Mam wyjątkowo gościnny pokój na parterze, z którego okna wyskakiwał już nie jeden chłopiec (a dokładniej dwóch).
Kadzidełka pochłaniające tytoniowy zapach.
Wpatrywanie się prosto w lampkę, żeby zmniejszyć źrenice.
Soczek pomarańczowy z 50% zawartości soku.
Wynoszenie pustych butelek w kołdrach po pidżama party.


Pozwolili m iść na tą 18nastkę. Wracam z tatą przyjaciółki.
Będzie cię działo!


6.(67)


Link 21.02.2010 :: 15:39 Komentuj (5)




Panie i panowie!
Temperatura na plusie!
Wychodząc czułam ciepło słońca!

Wczoraj brat mojej przyjaciółki wrócił z imprezy chwiejnym krokiem i skierował się prosto do toalety w celu zbadania zawartości żołądka.
Niby nic dziwnego, prawda? Sobota w końcu…
Tylko, że imprezą były jedenaste urodziny, a brat ma lat 10.
Dziecięca naiwność? Psychologia tłumu? Pojebany świat, w którym granic brak?

Dzisiaj przy obiedzie negocjowałam wyjście na urodziny. Mama wymownym tonem kazała mi powiedzieć takcie które to urodziny. Oświadczyłam, że osiemnaste.
-No nie wiem, moja droga… Na osiemnastych urodzinach może pojawić się alkohol.

Tata opowiadał, o swojej delegacji. Dokładniej o tym, że zamówił setkę wódki, wypił na raz i tym zadziwił kelnerów.
-Co w tym trudnego? – w ostatnim momencie ugryzłam się w język, zanim to powiedziałam.

Kolejny pomysł na siebie od pierwszego maja to sukienki. Według moich projektów, łączone z rockowymi rzeczami.
Pierwsza jest w kwiaty na pomarańczowym tle i jestem z siebie dumna.
Potrzebuję większej szafy!


5. (70)


Link 18.02.2010 :: 20:53 Komentuj (2)

Ciekawe ilu nauczycieli wie, że słysząc poranne ,,dzień dobry” powinno interpretować je jako ,,spierdalaj”?
Czy zdają sobie sprawę, że pod powitaniem o 8 rano kryje się życzenie śmierci w mękach?

Próbowałam pozytywnie się nastawić do dzisiejszej lekcji angielskiego.
Nie, to, żeby raził mnie ludzki optymizm, ubóstwiam ,,lovley” Cassie ze ,,Skins”. Nie mogę znieść mojego nauczyciela. Cieszy się dosłownie ze wszystkiego. To, że pada śnieg/desz/grad/granaty/wściekłe krowy wywołuje uśmiech i budzi w nim chęć do życia. Zniosłabym jeszcze, gdyby był tak mroczny, że białe obłoczki na nieprzyzwoicie błękitnym niebie w towarzystwie żółciutkiego słoneczka wywoływały w nim mdłości. Ale nie.
Nie przespał nocy, bo co godzinę budziła się jego pół roczna córeczka. To takie wspaniałe! Polska wygrała z Singapurem, który jest 1000 któryś w tabeli! Hura!
(Nie oglądam meczów, sportu nie trawię wręcz, ale dowiedziałam się tego dzisiaj na angielskim.)

By przybliżyć wizję siebie w kraju anglojęzycznym cały wczorajszy wieczór kułam słówka na dzisiejszy sprawdzian.
Kiedy dostałam test do ręki okazało się, że ucząc się, pominęłam jedną stronę.
Zamiast 3 nauczyłam się 2.
Brawo Mariusz!


4. (71)


Link 17.02.2010 :: 20:57 Komentuj (0)




Zapachy są dla mnie czymś magicznym. Myślę, że wielu nas np. truskawki kojarzą się z wakacjami, albo perfumy z daną osobą.
Od sylwestra popadłam w manię kadzidełek. Zapalam orchideę, kiedy szykuję się na imprezę, żeby dodała mi pewności siebie, lotos, gdy potrzebuję poukładać w głowie strzępki rozczochranych myśli.
Ale przedmiotem kultu może być, jak widać na załączonym obrazku również dezodorant.

W wakacje używałam trawy cytrynowej z nivei, kupiłam taką samą dość niedawno i wróciło pełno wspomnień z lipca. Wychodzenie co dzień, romanse i budowanie przyjaźni.
Wczoraj, szukałam czegoś skutecznego, ale oczywiście po nosie. Wzięłam nivea dubble efekt i poczułam, że pachnie nadzieją.
Nie mogłam rozgryźć, kiedy właśnie tego użyłam, bo nie pamiętam, żebym go już wcześniej miała.
Olśnienia doznałam po lekcji biologii.
Pożyczyłam tą niveę od mamy w pierwszy weekend maja.
Było to po jednej, z nadziejotwórczych imprez. Odprowadzałam przyjaciółkę na autobus, biegłyśmy żeby się nie spóźnić.
Odjechała, a ja czekałam aż chłopak odpisze.

Skończyłam dzisiaj oglądać 2 sezon ,,Sikns”. Natchnęło mnie pytanie postawione przez laskę, która kochała się obsesyjnie w pewnym geju, ale w końcu chodziła, a raczej kochała się z jego przyjacielem Anwarem.
Ten że Anwar nie miał żadnych planów na przyszłość. Zapytała, go właśnie, jak sobie wyobraża siebie za pięć lat.
Nasunęła mi się gadka na dodatkowym angielskim. Dostałyśmy do czytania początek książki ,,Magic of self direction” (,,magia kierowania sobą”). Generalnie pieprzenie o tym, że trzeba zapisać swoje cele.
W pamiętniku opisałam, jak ja sobie wyobrażam moją osobę za te pięć lat.
Oczywiście, Manhattan, oczywiście New York Film Academy, oczywiście szpilki.
Co piątek, będę brała podwójne cappuccino z syropem czekoladowym na wynos, laptopa z kamerką. Znajdę jakąś ławkę w Central Parku i będę nawijać po polsku do moich kochanych i popijać kawę.


3. (72)


Link 16.02.2010 :: 22:41 Komentuj (3)


Założyłam się o nie-jedzenie słodyczy z kolejną przyjaciółką.
Tym razem, jeśli któraś z nas ruszy słodkie przed pierwszym maja, na najbliższej imprezie przykleja cycki do szyby.
Oczywiście nagie.

Moi państwo rodzice.
Wpatrzeni w inną małżeńską parę, chcą być przez nas (mnie i moją siostrę) szanowani.
Kłóciłam się z tatą o szkołę i moje wyniki.
Upomniał mnie, że nie jesteśmy na ,,ty”, a tatusiu mówię tylko, kiedy coś od niego chcę.
Po szesnastu latach przypomniało Mu się, że powinnam się do Niego zwracać :,, proszę taty”.
O dziwo, taka zasada nie istnieje dla mojej 6 lat młodej siostry.
Ciekawe, czy jej będą się kazali przestawić, kiedy zda maturę?

Na razie mnie to bawi, o ile się nie zapominam mówię ,,proszę taty, czy tata pozwoli, że usiądę na komputer”.
Mamie chyba było dobrze ze mną na ,,ty”. Stwarzało to iluzję kumpelskich relacji. Teraz zaczyna od ,,proszę córki”, szczególnie przy ojcu.

A z rzeczy przyjemnych: zakupiłam czekoladowy balsam do ciała!


2. (73)


Link 15.02.2010 :: 19:31 Komentuj (5)
Efekt fascynacji ,,Skins"


Lubię myśleć o sobie jak o wybryku natury – inteligentnej blondynce. Szkoła sprawia, że czuję się jak gówno.
Oddano nam dzisiaj kolejne próbne testy, oczywiście, straciłam mnóstwo punktów na byle czym. Mam mniejszą sprawność od koleżanki z ławki, która ledwo zalicza na dwóje.
Tematami pracy pisemnej była rozprawka o tym ,,Jak żyć?”, lub charakterystyka postaci literackiej, bądź historycznej, w której życiorysie znajdujemy odpowiedź na to pytanie.
Pomyślałam ile fatalnych rozprawek zostanie wyprodukowanych na potrzeby tego testu przez mój rocznik. Jak będą pisać według klucza, wykorzystywać arkusz i zachciało mi się rzygać.
Ilu piętnastolatków napisze na ten temat coś wartościowego?
W akcie buntu spod mojego pióra (dosłownie), wyszła śliczna charakterystyka Johnnego Rottena (lidera Sex Pistols).

Aaaa. Odnośnie wartości.
Na godzinie wychowawczej mieliśmy, pożal się boże, wstęp do jakiegoś tam programu antynarkotykowego.
Mieliśmy stworzyć swoją piramidę wartości.
Byłam jedyną osobą, dla której twórczość liczyła się bardziej od miłości.

Jakiś czas temu opróżniałam szafę. Powyrzucałam wszystko, w czym nie wyglądałam, albo już do mnie nie pasowało. Wypełniłam jeden worek na śmieci ciuchami ,,Oddam w dobre ręce”. Dzisiaj zrobiłam im sesję i wreszcie doczekają się swoich aukcji na Allegro.



1. (74)


Link 14.02.2010 :: 19:28 Komentuj (4)

Zaczynamy od początku.
Od dzisiaj będę pisać w miarę możliwości codziennie.

Podczas ferii uciekłam z Mojego Town, do Innego Town.
Pojechałam do Przyjaciółki, na dokładnie pięć dni. Odcięta od świata myślałam tylko o mojej przyszłości, popijając prawie co noc owocowe wino przyniesione ukradkiem z piwnicy przez ową Przyjaciółkę.
Założyłyśmy się o to, niejedzenie słodyczy.
Do pierwszego maja.
Po kolejnej godzinie spędzonej wisząc na telefonie usłyszałam wykład o tym jaką to jestem masochistką.
Wysłuchałam spokojnie, i zaśmiałam się Zetce do telefonu, że naprodukowała się, powywlekała przykłady typu Chłopiec z Halloween, a ja i tak będę się wpędzać w takie sytuacje.
Dopiero po kilku godzinach doszłam do wniosku, że moje życie kręci się wokół nie tyle miłości, ale chłopców.
W celu uniknięcia kolejnych zamachów na własną równowagę psychiczną podpisałam kontrakt z samą sobą.
Do pierwszego maja:
1. Dotrzymuję umowy z Alicją.
2. Wyrzekam się inicjowania kontaktów z płcią przeciwną.
3. W fantazjach erotycznych nie pojawiają się chłopcy potencjalnie osiągalni.
4. Przeglądanie profili osobników płci męskiej na portalach społecznościowych jest zabronione.
5. Oglądanie się za, bądź wpatrywanie w takowych również.


14.Zapach różanego kadzidełka i Black Devile.


Link 02.01.2010 :: 17:55 Komentuj (7)


Piosenka przy której ogarniałyśmy się 1.01.10
Czekoladowy detox.
5 czekoladoholiczek z zapasami czekolady ze świąt i bez facetów.

Och Och!

Miałyśmy jechać wszystkich byłych i niedoszłych przez całą noc (wyszło nam ich około 20), ale miałyśmy za dobry humor.
Zrobiłyśmy sobie sesję zdjęciową.

Było fabulous.



Teraz teoria.


Zrywa się w taki sposób, w jaki wyznaje się miłość.

W poniedziałek byłyśmy na wielkich przedsylwestrowych zakupach.
Jedna z moich przyjaciółek obiecała sobie, że podczas przerwy świątecznej przestanie zwodzić pewnego perkusistę(o którym jeszcze napiszę.
Wszystkie staramy się zachowywać się ,,z klasą", a takie sprawy wyadałoby załatwiać osobiście.
Wzięłyśmy na tapetę cały ten ,,związek".
Znajomość została zawarta na imprezie przy butelce zmiękczacza serca. Miłość wyznana w smsie. Na trzeźwo widzieli się tylko parę razy.
Chłopiec odczytał w wiadomości, iż moja przyjaciłóka nie jest gotowa na związki, co akurat jest prawdą.
Wielce skruszony nie mógł tego przeboleć.


Może to Moc Harmonii Wszechświata, albo to, że ludzią nie chce się więcej.
Pierwszy poważny chłopak mojej kolejnej przyjaciółki wyznał napisał, że ją kocha (po norwesku, co prawada) przez najpopularniejszy komunikator internetowy. Po około 3 miesiącach ona skończyła znajomość, również w ten sposób.
Kolejna miłostka nie trwała nawet tygodnia, ale rozpoczęła się osobiście i tak też się zakończyła.

Wniosek?
Nie jest ważny czas spędzony ze sobą, tylko typ człowieka.
Jeśli ktoś nie jest na tyle odważny, żeby wyznać uczucia prosto w twarz, nie miejmy złudzeń, że wykaże się taką inicjatywą i pofatyguje się na spotkanie z nami.

Amen.

Zapraszam na www.myspace.com/michalina_marta


13. Stołówka i inne filmy siejęce wątpliwości.


Link 29.12.2009 :: 00:22 Komentuj (5)

Dzisiaj notka full wypas ;)

Dzień przed wigiliami klasowymi jadłam obiad z koleżanką z podstawówki.
Moim zwyczajem powiedziałam w kim jestem aktualnie zakochana. Taka moja standardowa odpowiedź na pytanie: co u Ciebie?
Między kolejnymi łyżkami zupy padło ciekawe stwierdzenie:
-,,Fajne są takie szkolne miłości. Ale tylko niespełnione, bo później przestają być takie słodkie.”
Zastanawiałam się nad tym dokładnie tyle, ile trwało pochłonięcie reszty fasolówki, ogarnięcie się i zobaczenie obiektu westchnień, wychodząc ze stołówki.
Na wigiliach klasowych kultywowałam tradycję pocałunków pod jemiołą.
Dostałam dużo nadziei i buzi w policzek.

Zapomniałabym o inspirującej wypowiedzi, gdybym w drugi dzień świąt nie obejrzała „Vicky Cristina Barcelona”. Film bardzo przyjemny, iście amerykański Woody w kraju Almodovara, więc dużo pięknych kobiet i dziwne sytuacje, bez transwestytów czy prostytutek.
Mam teraz dodatkową mobilizację do nauki hiszpańskiego albowiem chcę spędzić takie wakacje w Barcelonie.

María Elena wypowiedziała zdanie, które już usłyszałam:
-,,Tylko niespełniona miłość może być romantyczna.”

Czy tak jest naprawdę?
Z jednej strony, gdyby moja miłość spełniła się już na początku, pewnie byłoby już po moim związku – minęły ponad 2 miesiące, a więcej nikt ze mną nie wytrzymuje.
Do tanga trzeba dwojga, ale czy nie romantyczniej jest wizualizować sobie przed zaśnięciem takie idealne tango?
W co będziecie ubrani, kto zagra do tańca, przy świetle świec czy kryształowego żyrandola?
Wiadomo, że na jawie nie będzie tak, jak sobie wymarzyłaś, może nie będzie tanga w ogóle.

Chyba ,,słodziej” będzie wspominać chłopca, w którym dłużyłaś się ponad 2 miesiące niż teko, który zranił i zostawił?
***
oh oh

Postanowiłam posprzątać pokój.
Wszystko co mam na sobie walało się na:
a)podłodze
b)łóżku
c)fotelu
d)toaletce
e)biurku

12.Jemioła.


Link 19.12.2009 :: 19:58 Komentuj (11)
Chciałabym urodzić się na początku XVIII w. jako baronówna.


Śpiewałabym czyściutkim sopranikiem piosenki przygrywając na fortepianie. Rozmawiałabym o sztuce płynnym francuskim. Nie musiałabym martwić się o to, czy siedzę prosto, bo mocno zasznurowany gorset pilnowałby mojej postawy.


Tatuś zaaranżowałby mi politycznie wygodne małżeństwo. Zamieszkałabym w barokowym pałacyku i spała z kim mi przyjdzie ochota, ważne, żeby był odpowiednio urodzony.


Może zostałabym drugą Madame Pompadour?





Z mojej wypowiedzi możecie wywnioskować, że feministką to ja nie jestem.


Wręcz przeciwnie. I sama łapię się na tym, jak wartościuję.


Kiedy opowiadałam młodszej siostrze o Alicji Bachledzie-Curuś, nie powiedziałam, że robi karierę w holiłód, tylko z kim ma dziecko.


Jednakże, do tematu seksizmu u rodziców jeszcze kiedyś wrócę.





Do mojego Town musiało chyba już dotrzeć równouprawnienie, prawda?.


Pisałam z Zetką o moich kłopotach sercowych, jak zwykle z resztą. Doszłyśmy do wniosku, że w naszym społeczeństwie faceci są od działania, a nasza rola to knucie i intrygi.

Zmuszające ich do działania.

.



A gdyby przyśpieszyć/uruchomić etap formowania się szczęścia doczesnego?





Tkwię w sytuacji beznadziejnej. Chłopca Z Halloween widzę codziennie w szkole. W piątek, po kawie poszłyśmy po niego i resztę zespołu do Ich Piwnicy. Z uwagi na temperaturę (chodząc z Dziewczynami po mieście nosiłam 2 paty rękawiczek) wylądowaliśmy wszyscy u KaśQ. Ja i On siedzieliśmy na jednej kanapie. Tyle. Nawet na mnie nie patrzył.




Od paru tygodni wiem, że on wie, co ja czuję. Tylko czy on wie, że ja wiem, że on wie?


(Tak, to wszystko na kilometr pachnie podstawówką.)


We wtorek w naszym gimnazjum odbędą się wigilie klasowe. Czekoladoholiczka z podstawówki podeszłaby do Niego w celu podzielenia się opłatkiem i przypadkiem podniosłaby nad nasze głowy gałązkę jemioły.





To byłoby bez wątpienia: działanie.


Czy w imię szczęścia można zakryć na chwilę swoje poglądy na równouprawnienie i postąpić jak facet?





11.Czekolada.


Link 04.12.2009 :: 23:13 Komentuj (14)
Wspomnienie z Halloween:


Tak, wiem, że długo nie pisałam.
Mnóstwo spraw na głowie i szlaban na komputer.

Jak co piątek byłam dziś z dziewczynami na kawie. Pierwszy raz spotkałyśmy się wszystkie pięć i zachowywałyśmy się, wypisz, wymaluj jak paczka przyjaciółek z amerykańskich filmów. Nie mówię, czy to źle czy dobrze, w ogóle tego nie ocenię.
Prowokacyjne i teoretycznie przemyślane zadzwoniłyśmy po byłego KaśQ
Skończyło się mega dołem wyżej wymienionej i podłożem do fantazji prawie każdej z nas.
I wtedy padł tekst Zetki, który jest trafny do szpiku swoich kości:

,,Chłopacy są jak czekolada, zemdliło cię, bo zjadłaś jej za dużo, odstawiłaś na pewien czas i teraz znów masz ochotę!”

Pominę ,,albo jak piwo!”.
Cóż, stwierdzenie jest tak słuszne, że nie wymaga komentarza.

Pisałam o tym, że kopiujemy wzorce z np. ,,Seksu w wielkim mieście”. Dzisiaj uznałam, że chyba z ,,Zaczarownej”.
Kto, poza krainą baśni wierzy w to, że Magiczne Glany spełniają życzenia, a pocałunki o smaku mlecznej Milki kończą się związkiem?

Idąc przez moje Town w grupie przyjaciółek, z kawa na wynos poczułam się jak Carrie Bradshaw. To chyba moje życiowe powołanie.

Co do kwestii organizacyjnych: będę pisała co piątek, po kawach. Są chyba najbardziej inspirujące ze wszystkich rzeczy, które mnie spotykają.


10. Przemyślenia z Tesco.


Link 20.11.2009 :: 19:16 Komentuj (7)
Ostatni tydzień obfitował w rzeczy godne przemyślenia.

Zacznijmy od przymusowej wizyty u szkolnej pani psycholog.

Oddałam ,,paradoks Disney’a”(druga, albo trzecia notka, trochę okrojona) do gazetki szkolnej, oczywiście w dobrej wierze. Byłam zaskoczona, że przeszedł przez cenzurę i opiekunki gazetki i dyrektora. Tak mi się przynajmniej wydawało.

We wtorek przemiła pani psycholog zabrała mnie z matmy do swojego gabinetu. Weszłam, zauważyłam na stole mój artykuł i w lot zrozumiałam, o co chodzi.

Rozmawiałam z psychologiem o problemach wieku dojrzewania, wspomniałam o blogu i o tym co się dzisiaj pije na imprezach.

Pomijając poprawę samooceny (powiedziała, iż odebrała mnie jako osobę pewną siebie i atrakcyjną jako autorytet) wyciągnęłam z tej rozmowy bezpiecznik z podpisem ,,bierz odpowiedzialność za to, co piszesz”.


Dzisiaj spotkałam się z Zetką. Poszłyśmy do Tesco (centrum kulturalne mojego Town) w celu zakupienia kawy na wynos (tak po nowojorsku) u cudnego chłopca. Niestety trafiłyśmy na panią i awarię maszyny z bitą śmietaną, więc moje ukochane, astronomicznie kaloryczne Mocha zostało między niespełnionymi marzeniami, a kawę wypiłyśmy przy stoliku.

Gadało nam się cudownie, zaraziłam ją bowiem miłością do ,,Sex and the city”. Najpierw próbowałyśmy przyporządkować każdej lasce z naszej paczki bohaterkę ,,Seksu…” i wyszły nam dwie Samanthy.
Kolejny raz potknęłyśmy się o to, że film nie jest dla nas. Wszystkie bohaterki mają po 30 lat, a w filmie Samantha kończy pięćdziesiątkę. Powinnam kochać się w chłopcach z plakatów, a nie golić bikini przed imprezami!
Od kilku dni choruję na lekka odmianę przypadłości o nazwie takiej samej, jak teren położony pod poziomem morza.

Wszystko przez to, że jestem rozdarta między tak zwaną wolnością a czynnym i intensywnym dążeniem do związania się. Wszystko przez ten listopadowy chłód i ewidentne, a może wyolbrzymione przez filtr zakochanych oczu, olewanie mnie przez Chłopca Na Halloween. Czy wodzę z nim mętnym wzrokiem z czystej przekory?

Związki w naszym wieku są bez sensu. Jeśli założymy że coś z tego wyjdzie, po dwóch, trzech miesiącach się skończy. I tu zaczyna się problem. Chodzimy do tego samego gimnazjum, więc będziemy zmuszeni na przebywanie w swoim polu widzenia, bez względu czy będziemy tego chcieli czy nie. Bajka nie będzie trwać wiecznie to jest pewne. Później będzie smętne wspominanie, jak nam było dobrze, płacz, kiedy zobaczę go z kolejną.

Chociaż… Po wysłuchaniu opowiadań koleżanki z klasy o tym, jak flirtuje z pewnym chłopakiem przez gadu-gadu, widząc, jak czuje się niepewnie, ale ma nadzieję po prostu mam ochotę być zakochana. Wyidealizować obiekt westchnień, wspominać pierwszy pocałunek (Chłopiec całuje fabulous!), trzymać się ten pierwszy raz za ręce.

Potem przychodzić do siebie, pić herbatę patrząc sobie w oczy. Wychodząc na fajkę na kolejnej imprezie znowu usiąść mu na kolanach, mieć na sobie jego skórę. Czuć jego rękę na swoim (w moim przypadku wyimaginowanym) wcięciu w talii. Liczyć godziny, w minutach widzieć nieskończoność. Tęsknić i mieć pewność, że on też czuje to samo…

Popłakałam się dzisiaj na pierwszej przerwie, kiedy czekałam, żeby go zobaczyć.

Nie spytał, czemu płakał, chociaż na pewno to zauważył.

Pani psycholog stwierdziła, że to smutne, że wyciągamy wnioski o bezsensowności miłości w tak młodym wieku.
Chyba ma rację.


9. Inwestycja w uczucia i swoboda biustu.


Link 13.11.2009 :: 22:16 Komentuj (14)


Na ile siebie wyceniasz?

Przez ostatnie kilka dni rozkładałam sprawę gorsetów na czynniki pierwsze.

Celowo w ostatniej notce nie pisałam o chłopaku poznanym na koncercie. Powinnam była raczej napisać pocałowanym na Kulcie.

Otóż chodząc starymi ścieżkami założyłam się, że pocałuję (znowu!) pierwszego lepszego chłopca, który mi się spodoba.

Kiedy Kazik śpiewał prze 3 godziny, ja rozglądałam się za takowym.(Materiał do przemyślenia: dlaczego na koncerty nastolatki przychodzą parami mieszanymi?)

Przy jednej z ostatnich piosenek na rękach wyrzucono za barierki kogoś bardzo interesującego… Ja spojrzałam na niego, on też wyłapał mnie wzrokiem z tłumu, kiedy mnie mijał, wracając w pogo, obejrzał się.

Pomyślałam: teraz albo nigdy. Zakład wygrałam.

Po koncercie znalazłam go, bo uznałam, że wypada się chociaż przedstawić.

Pan Mroku dostał buzi na pożegnanie i mój numer telefonu.

Wiedział, że pomógł mi wygrać zakład, później napisał co wygrałam.

Odpisałam, że Redsa i zapytałam go na ile się wycenia.

Czekając na odpowiedź sama pomyślałam, na ile ja się wyceniam.

Czy człowiek może mieć cenę? Przecież to nie ludzkie! Dręczyły mnie wyrzuty sumienia, że mogłam choćby pomyśleć, żeby sprzedać widok moich piersi za gorset! To nie moralne, a co gorsza kompletnie nie-hippisowskie!

Podczas następnej wizyty w Poznaniu zamierzam zawrzeć bardziej mentalne stosunki z Panem Mroku i zainwestować w uczucia a nie bieliznę.

A na imprezę w mojej wyciętej sukieneczce pójdę po prostu bez stanika. Bez odrobiny dziwkarstwa nie byłabym sobą ;)
Si ja!


8. Material girl na koncercie Kultu


Link 09.11.2009 :: 16:58 Komentuj (10)


prostytucja «uprawianie seksu za pieniądze»
http://sjp.pwn.pl


Co pierwsze lepsze City robi z waszą Virgin?


Tata, o guście podobnym do mojego zarezerwował bilety na koncert Kultu.

Ucieszyłam się jeszcze bardziej, gdy dowiedziałam się, że zamierza pozwolić nam na samodzielne podziwianie uroków Poznania, przez prawie cały dzień.

Na włóczenie się po Rynku w celu podrywania ulicznych grajków było zdecydowanie za zimno.

W Starym Browarze umówiłyśmy się z kolegą Natt z Woodstocku. Przy, postawionej przez niego, kawie nasłuchałyśmy się masy historii z cyklu ,,Imprezowe życie wiecznego studenta”.

Chodziliśmy po galerii dyskutując o sprawach mało ważnych. W pewnym momencie zobaczyłam Go.

Bladoróżowo-czarny gorset ze wstawkami w kropki.

Zapomniałam dodać, że dostałam od taty ,,na jedzenie” tyle pieniążków, że wystarczyło mi na sukienkę na Andrzejki. Jest mocno wycięta, więc postanowiłam zainwestować w fabulous, tym razem, bieliznę.

Nie wiem, czy sprawił to dodatek amaretto w moim latte, czy ogólno pojęte wyposzczenie ale Kolega z każdą chwilą wydawał mi się coraz bardziej atrakcyjny.

Wracając do Gorsetu. Pochłaniałam go wzrokiem nieśmiejąc nawet przekroczyć progu sklepu i dokształcenia pod kątem ceny mojego objawienia.

Wtedy usłyszałam najbardziej niemoralną i jednocześnie erotyczną propozycję w moim, nie oszukujmy się krótkim życiu.

-Kupię ci ten gorset, jeśli go przy mnie przymierzysz.

Zastanawiałam się, czy doszukiwać się jakiegokolwiek ,,pół-żartem” w tonie, którym to powiedział. Po kolejnej części wypowiedzi Kolegi, odnoszącej się do terminu wypłaty, uznałam że nie ma to sensu, bo jakiegokolwiek żartu w tej propozycji nie było.

Nie ma w tym nic z molestowania nieletniej. Ten chłopak, właściwie mężczyzna(…?) naprawdę mnie fascynuje. (Znajomość pięciu języków, wiele stępli w paszporcie no i takie gadane nie zdarza się tak często.)

Tak się składa, że mniej więcej w odpowiednim czasie jedziemy ze szkołą do kina właśnie do Poznania i oczywistym jest, że dostaniemy coś koło dwóch godzin czasu wolnego.
Prezent w postaci gorsetu idealnie wpasowuje się w bliską memu sercu ideologię ,,Live fast, die young”.

Dręczy mnie jedno pytanie. Gdzie zaczyna się prostytucja?

Na początku notki umieściłam definicję ze słownika PWN.

Abstrahując od seksu za pieniądze, znowu odwołam się do ,,Galerianek”. W najnowszym Elle, przy okazji wywiadu z reżyserką i scenarzystką słynnego już obrazu spotkałam się z pojęciem ,,galerianizmu”. Dziewczęta kochają się za prezenty.

Gorset byłby bez wątpienia prezentem, lecz zostaje jeszcze bardzo ważna część rytuału polegająca na wymianie płynów ustrojowych. W moim przypadku nie musi dojąć nawet do prozaicznego buzi.

Ciekawi mnie wasze zdanie: nastolatka zdemoralizowana do tego stopnia, by babrać się w najstarszym zawodzie świata, czy dziewczyna, dla której życie to wieczny Woodstock?




Było, minęło...

Archiwum

2015
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2014
2013
2012
2011
2010
2009


Czytam, oglądam

Linki



Kto i co?

Layout

W całości wykonany przez Inez dla Szablony.Blogowicz.info. Wszystkie prawa zastrzeżone (c)!